wtorek, 19 kwietnia 2011

Od dna można się jedynie odbić!Psychologia pozytywna na kryzys?


Dorwałam ostatnio jeden z miesięczników o tematyce psychologicznej.
Kupiłam go - pomimo braku pracy, mieszkania i zmniejszającej się z dnia na dzień sumy pieniędzy. Głównie ze względu na artykuł tzw. "kobietki po przejściach", a dokładnie po rozwodzie. Opisuje ona swoje zmagania z trudną sytuacją.
Opisuje narzędzia , dzieki którym wyszła z dołka. Sięgnęła po tzw. psychologię pozytywną.
Bohaterka artykułu wyznaczyła sobie nastepujące strategie, dzieki którym miala poczuc sie lepiej...niektóre z nich nawet dobrze znam:)
1 strategia: Przyjaciele - częste spotkania ze znajomymi!( starm sie stosować, ale siedząc w moim małym miasteczku, jest to utrudnione, mam tu raptem jedną koleżankę i kuzynkę)
2 strategia: - odnajdywac rzeczy, czynności, które sprawiaja nam przyjemność, stosowac podczas "złych dni" ( włansie taki zaliczam)np. zwiedzanie galerii, kupowanie ulubionego wina, kawy, malowanie itp. ( hmm znów widzę niejoko trudność z realizacja tego punktu w P., gdzie nie ma nic poza basenem i małym kinem- moze wreszcie sie na niego wybiorę?)
- ważne by regularnie wypisywac rzeczy, osoby itp, za które moge byc wdzieczna, chocby tylko 3 , ale codziennie!( stosuje od 2 dni...cóz mam dach nad głową, rodzinę, znajomych, z którymi od czasu do czasu moge sie spotkać, jestem osoba otwartą, latwo nawiązuje kontakty)
3 pisanie - opisywanie swoich wyobrażen, jak to bedzie, gdy smutek, lęk juz minie, jak sobie ułoże fajnie życie(znajde pracę, mieszkanko, pasje, będę sie spotykac ze znajomymi, znajde cudownego, kochającego chłopaka..)
4 zmiana sposobu myslenia...problemy są przejściowe, zdarzają się cięzkie moemnty w zyciu u każdego , mijają...znów będę szczęśliwa.

Postaram się zastosować w obecnej sytuacji...od dna mozna się tylko odbić!!
Dziś po tragicznym poranku, gdzie smutek bolał bardziej niz migrena, zebrałam się w sobie i postanowiłam ratować. Wyciągnelam brata na basen. Ruch dobrze robi na stres.Bylismy tez w saunie - suchej, parowej. Fajnie się tak wymęczyć.
Pogralismy tez w ping-ponga:) Podobało się to moejmu wewnętrznemu dziecku:).
Oprócz tego wzięłam tez magiczną pigułkę, bo stwierdzilam, że szkoda mojego zycia na totalne zapadanie sie pod naciskiem rozpaczy! Wszystko razmem pomogło, widzę znów światełko w tunelu.

sobota, 3 lipca 2010

postanowienie

M. juz zasnął...ja nadal noszę w sobie rozedrganie...
Milismy bardzo powazna rozmoe, już kolejna z tych trudnych. Po raz kolejny, gdy poczułam się odsunięta i odrzucona, zachowałam się jak rozhisteryzowane, obrażone dziecko...Wstyd się przyznać, tym razem poszło o mamę M.
Gdy patrze juz spokojnie, z dystansem , na awantury , jakie robię z powodu mojej zazdrości i strachu przed opuszczeniem..eh podziwiam M , że jeszcze to wytrzymuje. jest juz u kresu sił..Sama miłosc czasem nie wystarczy...mam wrazenie , że zachowuje sie jak adoptowane , skrzywdzone dziecko, które wciąż wsytawia na próbę swego nowego opiekuna...TYle , że M nie jest moim rodzicem!!
Bardzo mi na nim zalezy, nie chcę go stracić, choc wiem , że to nie będzie proste...
ustalilismy , że postram się przed wybuchem mojej złosci czy zalu , powiedziec mu co sie dzieje , czego NAPRAWDE potzrebuje. Sprobuję tez sama sobie pomoc , a dopiero w ostatecznosci prosic o pomoc Skarba mojego.
Prsił mnie tez , juz kolejny raz, o zaufanie mu...jak się nauczyc ufać?W to , że ktos chce dla nas dobrze, że kocha , że mysli, że nie chce skrzywdzic..??


Miedzy innymi z tego powodu chcę bardziej się starć nas sobą pracować. Chcialabym zapisywac moje male sukcesy, sytuacje , gdy udało mie sie zapobiec lawinie pretensji i rozpaczy, gdy podjełam odpowiednie dziaalnia za wczasu,,,oraz sytuacje , gdy zrobiłam cos dla siebie, gdy wzmacnialam sama siebie, bez pomocy mojej Miłosci.

Ludzie podobno lepiej pamietaja krzywdy niz sukcesy i miłe chwile, dlatego chcę zapisywac moje osiągnięcia. Chcę do niech wracac, utrwalac je.


Ostatnio np. podczas rozmowy telefonicznej z M. zamiast zasypać go lawiną "pytań kontrolnych" (z kim , gdzie , po co), zapytałam tylko czy mnie kocha i czy jestem dla niego ważna. Strasznie mi się ciepło na sercu zrobiło jak powiedział ze jestem najważniejsza i bardzo mnie kocha...uspokoiłam się, mogłam zakończyć rozmowę bez lęku. Taki myślę, mały sukces.

Wczoraj z kolei, gdy moj Luby wyszedł z kuzynami na piwo, i wrócić miał dopiero o północy, zamiast się martwic i czekac , umówiłam się z koleżanka na wino...bardzo poruszający okazął się ten wieczór. Znajoma opowiedziała o swoich traumatycznych przezyciach i jak sobie z nimi poradziła...to dodaje otuchy w pewnym sensie.

A z rzeczy zrobionych dla siebie?hmm nad tym chcę popracować jeszcze.A zaczęłam czytac książkę. nie kolejna gazetę, nie srony www, ale madra książkę- biografię bohatera, jakim wg mnie był M Edelman. Robie to dla siebie i rozwijania moich zainetersowań...
aha i własnie skonczyłam sesję na UW!! Czekam na wyniki, ale większosc zaliczone i to całkiem niezle!!!
Jestem dzielna! I tak 3mać!