Ratunku! czy ja się potrafię zdrowo zakochać i nie stawiać faceta na piedestale, nie idealizować go i nadal skupiać się na swoich potrzebach oraz strategiach ich realizacji, RÓŻNYCH strategiach??!!
Czy można się zakochać po kilkunastu smsach, dwóch spotkaniach, kilku telefonach?
Czy można traktować mężczyznę jako dodatek a nie jako centrum swego świata??Jak to zrobić?
Czy spotkałam go za wcześnie??
Ratunku!Nie chcę tego spieprzyć, zanim jeszcze się zacznie...
czwartek, 5 maja 2011
poniedziałek, 2 maja 2011
syndrom SZWĘDACZA
Nie wiem o co tu chodzi...znów mnie nosi!!Zastanawiam się z czego to wynika i czy jest "normalne". Wystarczy, że pół dnia posiedzę w domu,a już nie mogę usiedzieć w miejscu.
Narasta we mnie poczucie niepokoju, chęć wyjścia na zewnątrz, ruchu, spotkania z kimś znajomym, a najlepiej wszystkie powyższe na raz. Niepokoi mnie to, staję się nerwowa, płaczliwa...robi mi się smutno. Może to jest odczucie samotności właśnie?
Tylko co z tym fantem zrobić? Staram się raczej myśleć kategoriami potrzeb...czuję niepokój, bo? Potrzebuję...czego? Co mi potrzebne? Ruch? Przestrzeń? Kontakt z ludźmi?z
Czuję coraz większy stres,smutek...chcę czuć sie lepiej, potrzebuję bliskości, bezpieczeństwa, rozwoju, ...PRACY, MIŁOŚCI,BLISKOŚCI, POCZUCIA SENSU...
Mam do napisania pracę magisterską, przeraża mnie to , że nie mogę się zmobilizować i skupic przy komputerze...jak mam pisać, skoro czuję , jakbym miala wybuchnąć? Czuje się okropnie...wkurzają mnie te nastroje...
Na zwewnątzr jest strasznie zimno,więc brat nie bardzo chce się ruszyć , by ze mną pobiegać...koleżanka siedzi w domu z dzieckiem, siostra w pracy...męczyc się dalej czy iść samej?Czy wtedy nie bedzie mi jeszcze smutniej, że nie biegam sama...a wokół pustka? W Warszawie poszłabym na bieżnię...na fitness, tutaj,,,musze sobie jakoś radzić. Kurcze, może to mój lęk przed samotnością i uczuciem rozpaczy najbrdziej mnie blokuje i przeraża?
Wyciągnę mamę na spacer albo idę pobiegać...zobacze jak będę się czuła...
Narasta we mnie poczucie niepokoju, chęć wyjścia na zewnątrz, ruchu, spotkania z kimś znajomym, a najlepiej wszystkie powyższe na raz. Niepokoi mnie to, staję się nerwowa, płaczliwa...robi mi się smutno. Może to jest odczucie samotności właśnie?
Tylko co z tym fantem zrobić? Staram się raczej myśleć kategoriami potrzeb...czuję niepokój, bo? Potrzebuję...czego? Co mi potrzebne? Ruch? Przestrzeń? Kontakt z ludźmi?z
Czuję coraz większy stres,smutek...chcę czuć sie lepiej, potrzebuję bliskości, bezpieczeństwa, rozwoju, ...PRACY, MIŁOŚCI,BLISKOŚCI, POCZUCIA SENSU...
Mam do napisania pracę magisterską, przeraża mnie to , że nie mogę się zmobilizować i skupic przy komputerze...jak mam pisać, skoro czuję , jakbym miala wybuchnąć? Czuje się okropnie...wkurzają mnie te nastroje...
Na zwewnątzr jest strasznie zimno,więc brat nie bardzo chce się ruszyć , by ze mną pobiegać...koleżanka siedzi w domu z dzieckiem, siostra w pracy...męczyc się dalej czy iść samej?Czy wtedy nie bedzie mi jeszcze smutniej, że nie biegam sama...a wokół pustka? W Warszawie poszłabym na bieżnię...na fitness, tutaj,,,musze sobie jakoś radzić. Kurcze, może to mój lęk przed samotnością i uczuciem rozpaczy najbrdziej mnie blokuje i przeraża?
Wyciągnę mamę na spacer albo idę pobiegać...zobacze jak będę się czuła...
Subskrybuj:
Posty (Atom)